czwartek, 3 stycznia 2013

#prologue

- Nie no po prostu nie mogę. - Jęknęła Cassie. Libby delikatnie pogłaskała jej ramię, co miało dać odrobinę otuchy przyjaciółce.
- Cassie ... - niemal szepnęła. - Dasz radę. - Dodała krótko.
- Czy ty sądzisz, że ja dam radę nauczyć się tego wszystkiego na następny tydzień. - Rzuciła podnosząc głowę z nad książek i spojrzała na rozpromienioną twarz Libby.
- Nie będę ci prawić morałów, bo wiem, że zrobił to ojciec ...
- Tak, tak ... Uciekłaś na cały miesiąc i nie dawałaś znaków życia. Nie chodziłaś do szkoły i teraz nadrabiaj wszystko ... Bla bla bla. - Powtarzała po ojcu unosząc wzrok do góry, co oznaczało znudzenie.
- Nie zapominaj o jeszcze jednej sprawie. - rzuciła Libby siadając na krawędzi łóżka. Cassie obróciła się do niej przodem i spuściła głowę w dół. Widząc to Libby złapała ją za ręce. Ujrzała łzy opadające na jasne dżinsy przyjaciółki, pozostawiając na nich plamy. - Cassie. Wiesz, że teraz musisz być silna i porozmawiać z nim jeszcze raz.
- Tak, ale boję się. Nie wiem jak zareaguje. Libby! - rzuciła się na przyjaciółkę i mocno wtuliła, płacząc jak małe dziecko. Libby próbowała ją uspokoić. Tuliła i zapewniała, że będzie dobrze.
- Pamiętaj, że jest twoim ojcem i mimo wszystko musi ci pomóc.
- Mówisz jakbyś go nie znała. - powiedziała to ponuro. - Przecież wiesz, że od kiedy ... - tu przerwała na chwilę, aby przełknąć ślinę. Głos jej się załamał. - Od kiedy mamy i Natalie nie ma z nami on się zmienił. Nie chce ze mną gadać i ciągle się awanturuje.
- Ale Cassie, przecież, kiedy dowie się że będzie dziadkiem na pewno wszystko się zmieni.
- Taa ... Zajebie mnie. Zobaczysz. - poklepała przyjaciółkę po udzie i wstała. - Myślałam o tym wiesz. - powiedziała patrząc na plac zabaw, który widziała przez okno.
- I co postanowiłaś? - zapytała z lekkim przerażeniem. Wiedziała, że po Cassie można się spodziewać wszystkiego.
- Urodzę je i wychowam, choćby nie wiem co. - głos Cassie zadrżał, a Libby spadł kamień z serca. Bała się, że Cassie postanowi usunąć ciążę, lub oddać dziecko, ale wiedziała, również, że Cassie to silna i twarda sztuka i da sobie radę z maleństwem.
- To dobrze Cassie, to dobrze. - przytuliła ją, bo ta znów płakała. Cassie nie wiedziała co dalej z jej życiem. Wiedziała, że może liczyć na Libby i Jeffrey'a, ale bała się reakcji własnego ojca. Wiedziała, że jest on zdolny nawet do wyrzucenia jej z domu, a właśnie teraz potrzebowała jego wsparcia, właśnie jego.
- Cassie .. Nie powiedziałaś mi najważniejszego. - powiedziała Libby nadal ją tuląc.
- Hmmm ? - chrząknęła.
- Kto jest ojcem? - i w tym momencie Cassie oderwała się od jej ramienia. Spojrzała na przyjaciółkę z łami w oczach. Nie była pewna co ma jej powiedzieć, że sama nie wie? Że to była jednorazowa przygoda? Zaczęła więc powoli, tak, aby nie zadawać bólu samej sobie.
- Jeffrey idzie. - powiedziała uśmiechając się Cassie. Poznała to po stylu dzwonienia dzwonkiem do drzwi. Cassie otarła szybko łzy i zmyła czarne smugi z policzków, które pozostały po rozmazanym od łez tuszem, nie zdążyła jednak dokładnie się ogarnąć.
- Witam panie. - powiedział cały w skowronkach. Na przywitanie przybił piątkę Libby, następnie podszedł do Cassie i przytulił ją od tyłu, a potem pocałował ją w policzek.
- Heej. - niemal szepnęła. Była zmęczona płaczem i całą tą sytuacją z nauką i ciążą.
- Coś nie tak? - patrzył to na Libby, to na Cassie czakając na odpowiedź. Nie spodziewał się co za chwilę usłyszy. - No powiecie mi? - zapytał ponownie. Cassie usiadła na łóżku obok Libby. Lib obięła ramieniem Cassie.
- Powiedź mu. - chrząknęła. Cassie znów napłynęły łzy, przełknęła jednak ślinę i zebrała się w sobie, zebrała się na odwagę, aby powiedzieć Jeffrey'owi prawdę.
- Bo ja ...
- Jest w ciąży. - dokończyła za nią przyjaciółka. Jeffrey był zszokowany, jednak nie czuł obrzydzenia do przyjaciółki. Wiedział, że będzie ona potrzebowała jeszcze więcej jego wsparcia i otuchy. Obdarzył ją uśmiechem. Cassie wstała i wtuliła się w przyjaciela.
- Będziemy mieli dzidziusia. - rzucił uśmiechając się. Cassie poczuła się znacznie lepiej widząc szczery uśmiech przyjaciela. Jeffrey pociągnął Libby za rękę i również ją przytulił. - Założymy wspaniałą rodzinkę. Cassie będzie wspaniałą mamusią, ja wujkiem, a Lib ciocią. Zobaczysz Cassie damy radę. Pomożemy ci, prawda Libby? - wzrok skierował na nią.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się.
- Dziękuję, jesteście wspaniali, kocham was. - przytuliła się mocniej do obojga.
- My ciebie też. - powiedzieli równocześnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz