Następnego dnia Cassie wstała bardzo wcześnie. Myślała nad rozmową, którą miała dziś przeprowadzić z ojcem. Wstała z łóżka i stanęła przy oknie. Wpatrywała się w jeszcze pusty plac zabaw dla dzieci. Przypomniała sobie jak bawiła się tam z siostrą. Jak razem z Natalie i Libby bujały się na huśtawkach i zjeżdżały. Mimo wszystko nie odczuwała teraz takiego bólu jak jeszcze parę tygodni temu, gdy starając się zapomnieć i zwalczyć ból upijała się do nieprzytomności i robiła różne głupie rzeczy z dala od domu i przyjaciół. Pogłaskała się po brzuchu i spojrzała na niego.
- Będę gruba. - skrzywiła się nieco, po chwili jednak zaśmiała się. - Ale przynajmniej będę miała Ciebie. - dodała szepcząc. Zaczęła od porannej toalety i kąpieli, potem ubrała się [TO] i delikatnie pomalowała. Poszła do kuchni, zajrzała do lodówki. Postanowiła zrobić śniadanie dla siebie i ojca, tak na dobry początek. Zrobiła jego ulubione śniadanie - jajecznicę ze szczypiorkiem i boczkiem, do tego kanapki z pomidorem i ogórkiem i sok z czarnej porzeczki. Kiedy ojciec wszedł do kuchni wszystko było już gotowe i nakryte.
- Siadaj, zrobiłam to dla nas. - powiedziała posyłając mu uśmiech. Mężczyzna siadł, Cassie również. - Smacznego. - dodała.
- Nawzajem. - odparł jeszcze nieco zaspany. Jedli w ciszy. Cassie w głowie miała dwie wersje rozmowy, którą chcąc nie chcąc musiała przeprowadzić, i wolała zrobić to dziś. Pierwsza była taka, że ojciec będzie się na nią wydzierał i powie, że jest nieodpowiedzialna, po czym zwyzywa ją i odeśle w diabły, tym samym wyrzucając z domu, lub druga - przyjmie to z respektem, przytuli ją i obieca pomóc. Mimo wszystko obawiała się, że to raczej ta pierwsza opcja będzie bardziej realna. Po zjedzonym śniadaniu ojciec chciał pozmywać.
- Zostaw. - powiedziała łapiąc go za rękę. - Musimy porozmawiać, tato. - dodała poważnie. Ojciec spojrzał na nią spod ukosa, siadając ponownie.
- O czym? - zapytał. Cassie zaczęła bać się coraz bardziej. Ręce jej drżały, głos uwiązł w gardle, oddychała coraz to szybciej i z ledwością przełykała ślinę.
- Tato wiem, że nie jestem najlepszą córką. - zaczęła. - I nigdy nie dorównam Natalie, ale pamiętaj, że bardzo cię kocham i nigdy nie robiłam nic, aby zrobić ci na złość. Nigdy.
- Do rzeczy Cassie. - przerwał jej, a ton miał poważny.
- Tato chodzi o to, że ja ... - przerwała i zaczęła płakać.
- Co ty? Nie radzisz sobie z nauką? Ba! Wiedziałem, że nie dasz sobie rady! Kiedy tylko uciekłaś wiedziałem to! Ale w sumie, to była również moja wina. To ja nie potrafiłem poradzić sobie ze śmiercią mamy i Natalie, i wyżywałem się na tobie. Przepraszam cię za to. - złapał jej dłoń leżącą na stole.
- Nie tato, nie chodzi o naukę. Z tym zaczynam sobie radzić i ogarniam to powoli. - mówiła przez łzy.
- Więc?
- Chodzi o to, że jestem w ciąży. - powiedziała cicho. Ojciec spojrzał na nią wielkimi oczyma. Wstał i podszedł do niej, złapał ją za ramiona i zaczął trząść.
- Co?! Do cholery! Czy ty wiesz co żeś narobiła?! Jak mogłaś?! - wydzierał się na nią i nie przestawał trząść. - Czyj to bachor?! - zapytał na koniec. Cassie spojrzała na niego, na jego rozwścieczoną twarz. Ten płomień złości w oczach, którego tak bardzo się obawiała. Bała się powiedzieć mu prawdę, ale musiała, ponieważ niedałby jej spokoju.
- Nie wiem. - rzuciła i znów spuściła głowę w dół, płacząc jak dziecko.
- Zachowałaś się jak dziwka! Zwyczajna dziwka! Mogłaś chociaż wziąć za to pieniądze! - Zostawił ją w spokoju, samą w salonie. Mężczyzna pobiegł na górę. Wyciągnął z szafy walizkę i wrócił z nią do salonu, gdzie siedziała nadal płacząca Cassie.
- Pakuj się! I wynocha! Nie chcę mieć dziwki w domu! - krzyczał rzucając walizkę pod nogi nastolatki.
- Ale tato! - krzyknęła. Pobiegła w jego stronę i próbowała się do niego przytulić, jednak ten ją odepchnął.
- Nie chcę cię znać! Wynoś się z mojego domu!
- Jesteś niesprawiedliwy! Nie masz serca! To będzie twój wnuk! Teraz kiedy cię potrzebuję ty mnie odrzucasz i każesz się wynieść! Błaga tatku, daj mi jeszcze jedną szansę. - nadal płakała.
- Nie chcę mieć w domu bękarta! Nie chcę ciebie tu! Wykorzystałaś już swoją szansę, a teraz pakuj się i wynocha!
- Nie obchodzi cię nawet to, że nie mam się gdzie podziać?!
- Nie! Przez miesiąc sama sobie radziłaś, to i teraz sobie poradzisz. - usiadł na kanapie i jak gdyby nigdy nic zaczął oglądać telewizję. Cassie spojrzała na niego ze łzami. Wzięła walizkę, którą jej przyniósł i poszła do swojego pokoju się pakować, wiedziała, że nie ma już czego tutaj szukać. Zaczęła pakować swoje ubrania i kosmetyki, zapakowała również swój laptop. Do torebki włożyła jeszcze rodzinne zdjęcie. Za nim wyszła spojrzała jeszcze raz na swój pokój.
- Żegnam. - powiedziała patrząc na pokój. Zeszła na dół. Ojciec spojrzał na nią z pogardą. Nastolatka ubrała buty i kurtkę.
- Tato, kocham cię. - podbiegła do niego i wtuliła się. Ojciec pogłaskał ją po głowie. Po policzkach spłynęły mu łzy. - Nie zapominaj o tym. - dodała. Ojciec momentalnie ją odepchnął, nie odezwał się ani słowem, po prostu uciekł na górę. Cassie płacząc wyszła z domu. Jej jedynym kierunkiem był domu przyjaciółki.
********
Dziękuję za przeczytanie. Czekam na opinię < 33 : **
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz