poniedziałek, 11 marca 2013

#Chapter2 - They - her only way to escape.

Zamknęła właśnie za sobą drzwi. Drzwi domu, w którym się wychowała z siostrą, w którym mieszkała z ukochaną mamusią i tatkiem. Tyle że teraz matka odeszła, a ojciec nie chce jej znać, nie chce jej pomóc. Zamknęła drzwi od swojej przeszłości - cudownej przeszłości - przekraczając tym samym próg niepewnej, skomplikowanej przyszłości. Ciągnęła za sobą torbę z najpotrzebniejszymi i najważniejszymi rzeczami. Ojciec przecież kazał jej zabierać wszystko i się wynosić, ale ona zostawiła wiele swoich rzeczy. Może nieświadomie miała nadzieję, że za dwa, trzy dni, góra za tydzień zadzwoni do niej prosząc by wróciła. Przeprosi ją i będzie błagał by wróciła, że będzie płakał w słuchawkę, że w końcu zmięknie. W głowie jej rozbrzmiewały słowa ojca " CO?! JAK MOGŁAŚ?! ZACHOWAŁAŚ SIĘ JAK DZIWKA! "jego rozgniewaną twarz i płomień nienawiści w oczach - nie widziała tego realnie, ale oczyma wspomnień. Szła cała zapłakana. Nie wiedziała co się z nią teraz stanie. Bała się przyszłości, a przecież każdy kolejny dzień przybliżał ją do porodu, bała się, że nie będzie gotowa na to. Własnie teraz potrzebowała wsparcia i opieki starszej siostry, która mimo wszystko zawsze była po jej stronie. W najgorszych chwilach zwracała się najpierw do niej. Natalie zawsze wstawiała się za nią przed rodzicami, teraz też by to zrobiła. Przetłumaczyłaby ojcu, że popełnia życiowy błąd wyrzucając ją z domu, że to w końcu Cassie jest jego córką i rzecz jasna jej dziecko będzie jego wnukiem. Zrobiłaby to, gdyby żyła. Cassie nie bardzo wiedziała gdzie ma iść. Miała do wyboru albo dom Libby albo Jeffrey'a. U obojga nie było by problemu z noclegiem czy zostaniem nawet na kilka tygodni. Rodzice obojga jej przyjaciół ją lubili co było niemal wyzwaniem jeżeli chodzi o matkę Lib. Postanowiła jednak ostatecznie pójść do Libby. Zawróciła przy jednej z ulic i poszła skrótem. Na jej szczęście nie spotkała nikogo znajomego, a często przesiadywali na jednej z ulic Bognor Regis. Stanęła przed drzwiami, otarła łzy i zapukała.
- Chwileczkę! - usłyszała przyjemny głos pani Hastings. Usłyszała zbliżający się odgłos kroków, więc jeszcze raz przetarła twarz ręką. Drzwi zostały otworzone, a za nimi ukazała się niewysoka kobieta. Miała długie rude włosy opadające na jedną stronę, czarny t-shirt z nadrukiem i czarne za duże dresowe spodnie. Była średniej postury. Uśmiechnęła się promiennie do Cassie obnażając swoje nie bardzo równe zęby. Jej jasnozielone oczy zalśniły.
- Witaj Cassie. - przyjrzała się jej dokładnie, a gdy zobaczyła czarne smugi na jej policzkach, nie czekając aż dziewczyna odpowie dodała. - Wchodź. Boże Cassie co się stało? - pociągnęła ją za rękaw, a gdy były już obie w środku pchnęła ją do salonu. Pani Hastings spojrzała na walizkę Cassie i wiedziała, że musiało stać się coś bardzo poważnego jeżeli przychodzi do jej domu zapłakana i na dodatek z walizką. Hastings poszła do kuchni wstawić wodę na herbatę, a Cassie usiadła w salonie. Włączone było MTV, a na kanapie leżał koc, co oznaczało, że Hastings ma dziś cały dzień wolny i pewnie będzie ją męczyła aż ta powie jej wszystko. Matka Lib wróciła do salonu z dwoma kubkami ulubionej herbaty i papierosami. Odstawiła wszystko na szklany stolik i uchyliła jeszcze okno, a potem usiadła na fotelu krzyżując nogi.
- Libby powinna niedługo być. - rzuciła. Wzięła nową paczkę papierosów i otworzyła ją. - Chcesz? - poczęstowała nastolatkę papierosem jednak ta odmówiła. - Jak chcesz. - wzruszyła ramionami i sama odpaliła papierosa, zaciągnęła się dymem i wypuszczając go - No więc co się stało? - rzuciła. Cassie upiła łyk jeszcze gorącej herbaty.
- Nie ma co opowiadać, ojciec mnie wyrzucił z domu. - odparła. Na te słowa Hastings poprawiła się.
- Jak to wyrzucił? - powtórzyła.
- Długa historia. - spuściła wzrok w dół.
- Mamy cały dzień. - powiedziała to pół żartem pół serio uśmiechając się.
- Wie pani, że uciekłam po śmierci mamy i Natalie, wie pani też, że ojciec był na mnie wściekły, ale mimo wszystko pozwolił mi zostać. Tyle, że kilka dni temu zrobiłam test ciążowy i wyszedł pozytywny. Dziś rano chciałam z nim o tym porozmawiać, poinformować go i tak też zrobiłam, ale on się oczywiście wściekł, zbluzgał mnie i kazał się wynosić.
- Jak to w ciąży? - powiedziała jakby dopiero to do niej dotarło.
- No normalnie. - odparła biorąc kolejny łyk herbaty. Hastings najwyraźniej zrozumiała, że Cassie nie ma ochoty rozmawiać o tym.
- Posłuchaj. - dotknęła jej kolana. - Możesz u nas mieszkać jak długo będziesz chciała. - obdarzyła nastolatkę ciepłym uśmiechem. - Nawet, kiedy się dziecko urodzi. - dodała. Cassie słysząc ostatnie zdanie niemal rzuciła się na matkę przyjaciółki. Była jej wdzięczna. Było widać to w jej oczach, które napełniały się łzami wzruszenia.
- Dziękuję. - wydusiła z siebie przez łzy. Wróciła na miejsce na kanapie.
- Wiem, że matki ci nie zastąpię, ale wiedź, że jesteś dla mnie niemal jak córka. Pamiętam cię taką malutką, kiedy twoi rodzice mieszkali jeszcze na naszej ulicy. - zaczęła snuć opowieści. Cassie znała każdą z nich już na pamięć, ale lubiła, kiedy Hastings je opowiadała. Kładła się zawsze na kanapie, zamykała oczy i przenosiła się w tamte beztroskie czasy. Pani Hastings miała idealny głos do opowieści. Taki delikatny, wrażliwy. Każde wspomnienie teraz dla Cassie miało olbrzymie znaczenie. Cassie udało się choć na chwilę zapomnieć o tym co złe, że straciła matkę i siostrę, że ojciec wyrzucił ją z domu, a wszystko dzięki wciągającej rozmowie z panią Hastings. Scott nie wiedziała dlaczego Libby i jej matka ciągle się kłócą. Przecież pani Hastings była miła i wyrozumiała. Nie zabroniła Libby przyjaźnić się z Cassie, gdy dowiedziała się, że ta pali i że jest imprezowiczką. Nigdy nie widziała by matka z córką się kłóciły, ale Lib zawsze żaliła się jej i opowiadała. Robiła z niej zawsze strasznego potwora, ale Cassie nigdy nie miała okazji by się przekonać czy rzeczywiście taka jest.
- Jestem. - rozbrzmiał lekki głos Libby, gdy tylko weszła do domu. Cassie wstała z kanapy, skrzyżowała ręce na piersiach i spojrzała na przyjaciółkę. - Rozmawiałaś z nim? - zapytała odwieszając czarną wiatrówkę. Cassie spuściła glowę w dół, przygryzła wargę i pokiwała głową.
- Taaa ... - wydusiła z siebie. Pokazała palcem na walizkę i zaczęła płakać.
- Chodź na górę. - rzuciła Lib i pociągnęła przyjaciółkę za rękaw. - Mamo zrobisz obiad? - odwróciła się, gdy Cassie była już prawie na górze. Matka spojrzała na nią i uśmiechnęła się.
- Zrobię, zrobię. - odparła. Przyjaciółki weszły do przytulnego pokoju Lib. Duże okno na wprost drzwi zasłonięte było fioletową zasłoną, na ścianach były poprzyklejanie zdjęcia z Cassie i Natalie oraz plakaty. Cassie spojrzała na jeden z nich.
- Nadal masz na ścianie One Direction? - rzuciła od niechcenia. Libby spojrzała na nią ze zdziwieniem, jakby powiedziała coś na co odpowiedź była oczywista.
- No oczywiście. - odparła pełna dumy. - A ty ... - przerwała. Zapomniała, że Cassie zerwała wszystkie ich plakaty po śmierci siostry, bo to właśnie Natalie zaraziła je miłością do tego zespołu.
- No właśnie .. - odparła, wiedziała, że właśnie Libby przypomniała sobie co było powodem zdziwienia Cassie. Głos Cass był załamany. Cała ta sytuacja ciąża, ojciec, śmierć mamy i siostry, to wszystko ją przytłaczało. Scott usiadła na dużym łóżku przykrytym jasnofioletowym kocem, skrzyżowała nogi i zaczęła się bujać w przód i w tył. Libby wyciągnęła z szafki czekoladę i usiadła obok Cassie częstując ją smakołykiem.
- Więc co powiedział?
- Zaczął sie drzeć, że jestem dziwką, że mogłam wziąć chociaż za to kasę i mnie wyrzucił. - powiedziała przeżuwając czekoladę.
- I to wszystko? - zdziwiła się.
- Nie, ale Lib zrozum mnie, nie chce o tym teraz gadać. - głos jej się załamał. - To wszystko jest zbyt ciężkie jak dla mnie. - średniej długości brązowe włosy opadały jej na twarz. - Libby ... - niemal szepnęła. - Nie wiem czy sobie z tym wszystkim poradzę. - rzuciła się do tyłu opadając na stertę poduszek.
- Co ty gadasz? Jasne, że dasz radę. - pogłaskała przyjaciółkę po brzuchu.
- Ale ja się nawet nie mam gdzie podziać, nie wspominając o utrzymaniu siebie i dziecka. - na samą myśl o przyszłości robiło jej się ciężko na sercu, a łzy już automatycznie cisnęły się do oczu.
- Nawet tak nie mów. Przecież możesz mieszkać u nas. - odparła Libby.
- Na jakiś czas, a co potem? Co kiedy urodzę dziecko? Twoja mama nie będzie chciała mieć tu niemowlaka, a poza tym ja nie chcę być dla niej kolejnym utrzymankiem.
- Wiesz dobrze, że tak nie będzie, że jesteś dla mojej matki jak druga córka. Wiesz sama, że nie będziesz żadnym problemem czy utrzymankiem.
- Wiesz dobrze, że tak jest i będzie. - poprawiła ją. - Zostanę u was do porodu. - dodała.
- A potem co chcesz zrobić? - zdziwiła się Lib.
- Hmm ... Dom samotnej matki, praca na zmywaku, wszystko, byle nikomu nie ciążyć.
- Czy ty nie rozumiesz, że nikomu nie ciążysz? Że ja i matka chcemy mieś cię blisko? Ciebie i dziecko. Czy nie możesz pojąć, że jesteś jakąś cząstką naszej rodziny i nie pozwolimy ci zostać samej? - przytuliła się do Cassie.
- Głupia jesteś. - Cassie po raz pierwszy od pewnego czasu uśmiechnęła się szczerze, bez przymusu. Pocałowała przyjaciółkę w policzek. - Dobrze, że mam ciebie i twoją mamę. - dodała z ulgą.
- I Jeffrey'a. - wtrąciła Libby.